Jestem w relacji

Spotykam pary w kryzysie. Najczęściej słyszę: …bo on/bo ona…

bo ona…

Bo ona myśli tylko o jednym. Chce spać jak najdłużej. Jeśli musi wstać, zwleka się z wyrka i w przydeptanych łapciach i rozczochranej fryzurze zajmuje łazienkę. Stary szlafrok wiesza na klamce. Głośno sika. Budzi dzieciarnię i narzekając na świat i męża hałasuje garami w kuchni. Myśli o swym zwiotczałym i zaniedbanym ciele i pewnie znowu przyrzeka sobie dietę, maseczkę, fitnes i spa. Długo wybiera bluzkę i ciemne rajstopy, aby pewnie zasłużyć na zaciekawione spojrzenie swego szefa. Sprawdza, czy porysowane paznokcie jeszcze można pokazać i rusza do roboty. Przygląda się w tramwaju innym babom i myśli o facetach, którzy im kupują ciuchy. Pisze, jak zawsze „zabawne” SMS-y, przegląda Facebooka i spóźniona wkracza do biura. Plotkuje godzinami w pokoju śniadaniowym, narzeka na szefa i marzy o godzinie siedemnastej, kiedy rusza do domu. Klnąc na czym świat stoi kupuje wydumane zakupy i wściekła wraca. Odgrzewa wczorajszą zupę i siada do telefonicznych wieczornych pogaduszek z koleżanką. Wieczorem udaje ból głowy, bo ten jej fajtłapa znowu będzie domagał się seksu. Głośno chrapie, śmierdzi i rozwala się w łóżku.

bo on…

Bo on myśli tylko o jednym. Chce „przelecieć” każdą kobietę. Udaje, że o tym nie myśli. Rano się budzi, a testosteron w nim buzuje. Nie wie jak się nazywa. Poranny wzwód wyznacza kierunek jego życia. Oczywiście, tak jak normalni ludzie myje zęby, goli się, głośno sika. Ukrywa swój wydęty brzuch, przybiera władczy wyraz twarzy i myśli o swym za małym członku. Zakłada koszulę, garnitur lub t-shirt i za ciasne jeansy. Wkłada wczorajsze skarpetki i przydeptane półbuty, lub dziwaczne tenisówki. Na parkingu przygląda się sąsiadom wsiadającym w lepsze fury. Na światłach rusza z piskiem opon i sprawdza, czy są lepsi od niego. Trąbi. Przeklina. Gwałtownie hamuje. Wbiega spóźniony do pracy, przesuwa w panice kartę magnetyczną po czytnikach. Potem już tylko myśli kiedy będzie siedemnasta i może wrócić do domu. Marzy o puszce piwa i o filmie z cyklu „zabili go i uciekł”. Nie znosi bawić się z dziećmi. Sam najchętniej poszedłby do kumpla, który ma PS4 i Wiedźmina. Awanturuje się, że zupa za słona. Późnym wieczorem przypomina sobie, że trzeba zadbać o nocny, szybki seks. Uśmiecha się niemrawo i nie myjąc rąk, ani zębów, rzuca spodnie i majtasy byle gdzie. Głośno chrapie, śmierdzi i rozwala się w łóżku.

Czasem wtedy cytuję im izraelskiego pisarza Amosa Oza:

(…) miłość nie jest aż tak słodka, jak przedstawiano ją nam, gdy byliśmy młodzi – w literaturze sentymentalnej, w kinie. Miłość łączy skrajne poświęcenie ze skrajnym egoizmem. Zawiera w sobie jednocześnie potrzebę, by poświęcić się dla ukochanej osoby, a także by tę ukochaną osobę posiąść. By dominować i zostać zdominowanym. Więc miłość ma zapewne wiele twarzy, lecz słodka nie jest.
(…) za miłość zawsze płacimy częścią naszej wolności. Ja byłem gotowy, by zapłacić tę cenę, bo nigdy nie byłem fanatyczny, jeśli chodzi o moją wolność. Ale również starałem się nie być fanatykiem, gdy szło o moje miłości.
(…) Może dla ludzi, których seksualność w dzieciństwie była tłumiona, miłość jest wyzwalającym doświadczeniem. Ale to wyzwolenie raczej zmysłowe niż emocjonalne.
(…) Jeśli mówimy o miłości w sensie emocjonalnym, to obie osoby składają w rękach drugiego część siebie. I często, a może nawet zawsze, jedna osoba składa w rękach drugiej więcej, niż dostaje. Zawsze jedno w związku bardziej płonie z miłości, a drugie bardziej pozwala, by go kochano.

Czasem się rozstają, czasem budują nowy związek, często z tą samą osobą…